18 rzek (2012)

Tyle, przynajmniej teoretycznie, przepływa przez Łódź, trzecie pod względem wielkości miasto w Polsce. Wszystkie razem mają, w granicach miasta, 126 kilometrów długości – niewiele miast na świecie może się pochwalić taką ilością płynącej wody. A jednak co piąty mieszkaniec tego miasta nie umie jednak wymienić choćby jednej z tutejszych rzek. Co trzeci cierpi na choroby spowodowane suchym i zanieczyszczonym powietrzem. Bo większość łódzkich rzek po prostu zniknęła.
Niektóre dosłownie. Ich dawny bieg znaczą tylko niewyraźne ślady wytłoczone w ziemi. Z każdym rokiem widać je mniej. Inne zniknęły pod ziemią. Płyną betonowymi rurami, od czasu do czasu pojawiają się w zaśmieconym rowie między budynkami, by po chwili znów gdzieś zagłębić się w gruncie. Ludzie nadal spuszczają do nich swoje ścieki. Jeszcze inne, jakby wiedząc, co je może spotkać, po prostu przestały płynąć. Stanęły i brakuje im sił, by ruszyć z miejsca.
Są jeszcze takie, które jakoś przetrwały, gdzieś płyną, trochę bez przekonania. Zarosły krzakami i trzciną. Pozwoliły o sobie zapomnieć. Ale i tak wybrały sobie los najlepszy z możliwych. Albo ktoś im wybrał. Albo po prostu tak jakoś wyszło.