Trzcińsko jest najważniejsze
Zdjęcie z Trzcińska - można by rzec “Tutaj zawsze była Polska”. “Zawsze” czyli odkąd Trzcińsko to już nie Rohrlach.
W Trzcińsku mieszka Pani Helena, która ma kilkanaście roczników Schlesische Bergwacht oraz dobrą rękę do pierogów. I obie te na pozór odległe od siebie sprawy są ze sobą ściśle powiązane - bo gdy ja dzwonię i mówię “Pani Heleno, Bergwachty bym przyjechał pooglądać” to Pani Helena zamiast powiedzieć “tak” albo “kiedy pan będzie” mówi tylko: “To ja pierogów zrobię”. I potem nie mam siły wracać z tego Trzcińska do domu.
W każdym numerze Schlesische Bergwacht jakiś Niemiec pisze “Unser schönes Hirschberg” albo coś w tym stylu. Czasem jak potem przyjedzie do Trzcińska, Janowic czy Miedzianki to jego “unser” albo “mein” mu wyskoczy, a ludzie głupi nie są, swoje rozumieją. “Już my wiemy po co oni przyjeżdżają ci Niemcy tutaj” - mówią potem.
Bo przecież każdy wie, że Niemcy pochowali tu swoje skarby - złoto, biżuterię i pieniądze. W Bergwachtach znalazłem też to zdjęcie. Zrobiono je w Kromnowie (Kammerswaldau), krótko przed wojną. Dzieciaki nie mają butów. Myślę sobie, że jakbym miał złoto, biżuterię i pieniądze, to bym szczeniakowi jakieś buty kupił.
Szybkie buty
Odkurzyłem i mam
Księgarnia Powszechna w Poznaniu to jedno z tych dwóch miejsc, które sprawiają, że jest sens wysiadać z pociągu w tym mieście. Lubię ją także dlatego, że półka z albumami sprawia tam wrażenie jakby nikt nigdy jej nie oglądał. Dzięki temu wczoraj upolowałem tam The Polaroid Book i kosztowało mnie to mniej niż średni obiad. Musiałem ją tylko trochę odkurzyć. W środku nie ma Tarkovskiego ale i tak jest ok.
Jakby się ktoś czaił…
Weronka
Zdjęcie przedstawia jedną z ostatnich klas szkoły w Miedziance. Wśród uczniów jest mały Zdzisiek, który kilka lat później zasłynie tym, że w środku dnia będzie pradował główną ulicą miasteczka wywijając szablą wyciągniętą z grobu oberleutnanta Ueberschaera. O jego wyczynie napisze nawet Gazeta Robotnicza i posterunkowy z Janowic.
Wczoraj w Janowicach znów urwało mi głowę.
Potem poszedłem do Weronki. O Weronce wszyscy mówią, że worki z jęczmieniem w browarze przerzucała lepiej niż niejeden chłop. Na śniadanie zjadała pół chleba ze słoniną, zagryzała cebulą i popijała grzanym piwem. Weronkę w browarze wszyscy kochali. Wczoraj mi o tym opowiedziała. Można posłuchać:
Lubię zapach portów
Albo żeglarstwo jest dla twardzieli, albo fotograf kłamie.
Żeglarzem nie zostanę ale i tak było fajnie. Została mi z tych kilku dni mało odkrywcza ale za to mocno krzepiąca myśl, że podstawą jest załoga. Ze zdjęć można by wysnuć wniosek, że przez tych kilka dni walczyliśmy o przetrwanie na krańcach świata. Nie walczyliśmy. A “Wilsona” nie udało nam się uratować. Sorry Wilson.










